sobota, 14 marca 2015

Naruto - Miłości nie jest najważniejsza.

Wbiegłam z domu. Próbowałam ją zatrzymać, żeby została przecież nie mogę jej tego zrobić przecież nie, ale muszę. Biegłam za nią, tylko raz na mnie spojrzała wzrokiem pełnym pogardy. Z moich oczu ciekły łzy. Gdy już nie miałam sił by biec  za nią, zaczęłam krzyczeć.
-Eri nie zostawaj mnie proszę, obiecałaś przecież nie możesz mnie zostawić samej, jest po między nami jakaś więź przecież to jest przyjaźń nie możesz jej od tak przeciąć!! - Eri stanęła na przeciwko mnie i wkrzyczała mi prosto w twarz
 - Chciałaś powiedzieć była, nie szukaj mnie i nie idź za mną, nie chce ciebie zabić dlatego trzymaj się z dala,mam teraz nowe życie. - z jej słów nic nie dotarło do mnie.
-Eri dlaczego, dlaczego mi to robisz proszę zostań!!
-chce mocy, chce jej więcej! Dlatego od chodzę z wioski i ciebie!
-... To boli, to mnie boli, przecież możesz zyskać moc w wiosce!
-takiej to ja nie chce, kiedyś może wrócę obiecuje i wtedy zrozumiesz mnie a teraz żegnaj!
Stałam jak wryta przecież nie mogła mnie zostawić.
-Jeżeli nie chcesz zostać to cie zatrzymam siłą. Reaktywowałam Rinegana.Eri patrzał na mnie, wściekła się o to że nie potrafię tego zrozumieć że odchodzi.
-Eri proszę nie chce tego robić, zostań z nami
-Chcesz bym została muszę Cię za smucić to się nigdy nie stanie. Nie mam zamiaru zostać z wami . Czy to tak trudno pojąć!- Moje dłonie zaczęły się układać w pieczęć. Nie mam wyboru muszę to zrobić za wszelką cenę.
-przepraszam - wyszeptałam z moich oczy zaczęły cieknać ponownie łzy. Moje stopy się oderwały od podłoża . Z moich ust wydobył się jęk bólu. Doskonale wiedziałam że ta technika sprawia mi ból. Podniosłam dłonie do góry. Wszystko do 20 metrów zaczęło odlatywać. Widziałam jak Eri od skakuje, była koło tego chłopaka, to pewnie przez niego zostawia mnie. Wiedziałam że już to przegrałam. Przed oczami zaczęło mi się robić ciemno. Obudziłam się w szpitalu. Z nowu miałam ten sen. Wszyscy pytali się mnie co się stało tamtego dnia, nie potrafiłam odpowiedzieć to zbytnio bolało. Minęło już 5 miesięcy od jej odejścia.
-Wytlumacz nam co się stało? - nalegał Kon
-który raz mam ci mówić że nie chce - odpowiedziałam lodowatym tonem.
Wieść o tym że posiadam Rinegana rozniosła się nie samowice szybko. Każdy się mnie bał, a przecież to nie była moja wina.
-to chociaż go pokaż, no tylko jeden raz!
-po co, jak mówię nie, to znaczy nie proszę Kon-nie wiem jak to możliwe ale każdy chciał go zobaczyć, tylko po co?.On tylko potrafił zabijać. Wstałam z łóżka i podeszłam do okna była piękna jesień, każdy z liści miał inny kolor. Czasami padał deszcz.
-ah kon jak pięknie, pójdziemy się przejść, co ty na to? - zapytałam jak by nigdy nic.
-Himei nie możesz, ym tak głupio pytać ale gdzie jest Eri?
-czemu nie mogę?
-bo jesteś oskarżona o próbę zabicia Eri
-co to nie możliwe ja przecież nigdy nic bym jej nie zrobiła,a ona, ona sama odeszła od nas!!
 otworzyłam okno i wskoczyłam na parapet i mnie nie było. Upadek trochę bolał jeszcze nie zregenowałam chakry. Biegłam przez ulicę w piżamie. Wszyscy ludzie patrzyli na mnie z pogardą w oczach. Z moich oczu zaczęły cieknąć słone łzy. W biegłam do domu od razu skierowałam swoje kroki w stronę mojej sypialni. Przebrałam się w czarne spodenki i czarną koszulkę bez ramiączek, zasłaniała tylko biust, przez brzuch zawinełam bandaż. Na ręce naciagnełam rękawiczki czarne. Zeszłam do kuchni spakowałam jedzenie, chwyciłam plecak i zazuciłam na plecy. Podeszłam do lustra i po patrzyłam w nie. Patrzyłam na moje odbicie, nie byłam za ładna miałam różowe włosy i brązowe oczy. Na mojej twarzy wystąpił uśmiech. Kątem oka zobaczyłam, nasze zdjęcie moje Eri  Yuny i Mikado. było zrobione 2 lata temu kiedy byłyśmy jeszcze  drużyną. Uznałam że stanę się silniejsza nie będę ofiarą, pójdę w ich ślady.
-obiecuje że was dościgne - wyszeptałam. Spakowałam zdjęcie i rozejrzałam się już ostatni raz, i wbiegłam z domu.

Ucieczka z konochy nie była tak trudna . Tak, uciekłam z woski Liścia. Nie mogła tam wytrzymać sama, na początku Yuna potem Mikado  teraz Eri, każda z nich obiecała że spotkamy się któregoś dnia. Nie wieże im, one teraz mają nowe życie, to ja też nie będę czekać. Byłam z nich najmłodsza, w naszej drużynie były 4osoby ja i one. Wszystko było takie piękne dopóki nie odeszły. 4dziewczyny z 4 różnych klanów. Mikado  jest z Uzumaki, Yuna  jest z Hyuuga, a Eri z Uchiha. A ja jestem mieszanką Uchiha i Senju. W sumie co się dziwić każdy poszedł w swoją ścieżką .

Zaskoczyłam z drzewa szłam po polanie gdy coś zwróciło moją uwagę, a mianowicie odział Anbu walczący z ludźmi w czarnych plaszczach na których były czerwone chmury. Po nownie wskoczyłam na drzewo, przeskoczyłam drzewa  byłam nad tymi ludźmi, jeden z nich wyglądał jak ryba. A może był rybą. Zastanawiałam się nad tym, i nie zwróciłam uwagi na to jeden z nich zaszedł za mnie i chwycił za kark. Zleciałam na ziemię, jękłam z bólu. Jeden z Anbu się odezwał
-Himei co ty tu robisz?
Zastygłam w bez ruchu, oni mnie znali.
-Ja no wiesz...  Ha Szłam się przejść
-Himei czemu masz przekreślony ochraniacz? Ty uciekłaś prawda?
-ej wiesz nie zła jest ta mała może ją zabierzemy ha to by było w...
-Kisame cicho bądź, nie bierzemy nikogo nie potrzebnego.
-tak, uciekłam i nie jestem bez użyteczna a ty to niby kto co może jakiś świetny!?
-Himei jak mogłaś od wiesz ze teraz Ty również jesteś naszym wrogiem.
-co cie to obchodzi dziewczynko - powiedziała Ryba
-ale to nie możliwe, ona też była z tego klanu.-wyszeptałam
-Himei wróć z nami do wioski.
-Nie nie wrócę do niej, nie chce żeby każdy tak na mnie patrzył bo mam Rinegana, to nie moja wina.- Z oczy zaczęły mi cieknąć łzy.
 - każdy mnie zostawił bo mam to coś w sobie. To nie moja wina...
-Itachi czy to możliwe co powiedziała ta smarkula.
-całkiem, bierzemy ją ze sobą, Kisame wiesz co masz robić - Podeszła do mnie ta ryba i zazuciła na ramię
-ej ale z wami nigdzie nie idę, ty rybiasty puszczaj ej mówię coś halo no!! - próbowałam się wyrwać, ale nic z tego nie wyszło.  Oh czemu muszę być taka słaba.
-nie pozwolimy wam na to akatsuki, oddajcie nam ją - anbu zaczęło biec na nas. Kisame zamachnoł się dziwnym ki mieczem. Anbu został pokonane jednym ruchem. Z ziemi zaczął się wzrastać jakaś roślina, a zaraz z niej wynóżył się chłopak, miał jedną stronę ciała czarną a drugą białą. Ble i takie żółte tęczówki.
-Lider ogłosił spotkanie, o a to jest na moje urodziny mięso, jak miło z waszej strony-
-ja nie jestem do jedzenia - zaczęłam się wykłucać.
-zetsu ona nie jest do zjedzenia,  nic nie wiedzieliśmy o twoich urodzinach - zaśmiał się Kisame.
-powiedz liderowi że będziemy z nią, Kisame idziemy - rozkazał zimnym tonem Uchiha.
-ej ale ja mam swoje nogi, ej ty ryba puszczaj
-hym mówiłaś coś smarkulo
-ej ty nie jestem smarkulą, mam 16 lat
-No to mówię smarkula
-ej no wiesz, to ile ma tam naj młodsza dziewczyna?
-yyy no wiesz no nie mamy dziewczyn
-co? Ja tam nie chce być sama
-życie - zaśmiał się Kisame - ej czyli się zgodziłaś
-nie prawda nie zgodziłam się
-tak się teraz mówi
Nie wiem czemu ale coś czuje że robie dobrze że idę z nimi. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Stanęliśmy na polanie.
-kisame pilnuj jej ja idę po rozmawiać z liderem
-jasne
Uchiha siadł i wechstnoł
-ym ale wiecie to nie tak żebym nie chciała ale ja potrafię sam o siebie zadbać
 - o ale dziwne a dzieci nie potrafią a ty jesteś dzieckiem
-ej  to nie fair ty cwaniaku to ile masz lat co może 30 ha
-ej nie pyta się o wiek smakaczu
-a ty mogłeś
-ja tak ale ty  nie - zaczął się śmiać
-ej no wiesz bo będę do ciebie mówić Wujek Rybcia
-co aż taki stary to ja nie jestem
-dobrze wujku Rubcio-powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się uśmieszek
-ej.. Bo cię dam Zetsu
-a jakiego Zetsu Wujku?
-ah tej roślinie
-fuj ja się nie zgadzam ble on jest tak ble
-hahaha , Twoja mina była bez cena
-ej a tak wgl to jestem Himei Wujku
-jak Ci zaraz pokażę to się nie pozbierasz a ja jestem Kisame a on to Itachi
-czy to on, czy to jest Itachi Uchiha? - zapytałam. Wolałam się upewnić . Kisame stał i wpatrywał się w mnie.
-skąd mnie znasz? - po patrzyłam w stronę głosu, Itachi już stał i nie był zbytnio zadowolony.
- Eri Uchiha znasz ją od niej o tym wiem
-kojarzę taka sama smarkula jak ty - warknoł - idziemy już na polane, tam będzie czekał lider i ją zabierze.
-wujku Kisame mogę iść sama ? - zapytałam z nadzieją w głosie
-nie jestem twoim wujkiem, Itachi może iść?
- nie - odpowiedział Uchiha.
-No dobra, ale Kisame tym razem chce iść na barana
-o jakie wymagania ma księżniczka
-ej tylko nie księżniczka
-bo co mi zrobisz  kruszynko co poskarzysz się mamie i tacie hahaha.
-tobie dużo- zaczęłam się śmiać
-już się boje, nie wierzę tobie, to jest nie możliwe żeby taka smarkula miała Rinegana
-to zobaczysz - wyszeptałam. Zaczęłam skupiać chakre i reaktywowałam Rinegana. Kisame szczęka opadła, Itachi tylko wpatrywał się w moje oczy
-No i co teraz Wujku Kisame - wybuchłam śmiechem. - to teraz twoja mina jest bez cena. Wyłączyłam go, w głowie zaczęło mi się kręcić. Kisame podszedł do mnie i zazucił sobie mnie na plecy.
Szliśmy już jakieś 30 minut kiedy zasnęłam wtuliłam się bardziej w plecy Kisame.
-ej młoda obudź się już jesteśmy, ej słyszysz mnie wstawaj smarkaczu
-dobra już no
Otworzyłam oczy i zobaczyłam Kisame uśmiechającego się od ucha do ucha. Widziałam także Itachi ego i jakiegoś gościa o rudych włosach, nie możliwe one też miał Rinegana. Kisame mnie podniósł. Stałam na przeciwko tego mężczyzny.
-pokaż Rinegana, i użyj jakiejś techniki - powiedział spokojnym opanowanym tonem
Reaktywowałam go  ponownie. Delikatnie moje ciało zaczęło się podnosić, wyciągnęłam dłonie,zaczęłam je składać w pieczęć. Wszystko zaczęło odlatywać Kisame i Itachi gdzieś zniknęli, byłam sama z liderem, który również zaczął się podnosić. Stał na przeciwko mnie. Wyciągnął dłoń, nad moją głową. Poczułam jak całe moje siły od chodzą. Już spadałam gdy czyjeś silne ramiona złapały mnie w tali. Zemdlałam z wyczerpania.
Jedyne co słyszałam to :
-Itachi, Kisame dobra robota, zabieram ją do siedziby, a wy idzie wykonać misję - wtuliłam się w coś w sumie to w kogoś usłyszałam chichot i ponownie zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz